Scenariusze tworzone w głowach artystów schodzą z kart powieści i filmowych ekranów do szarej rzeczywistości. Wykorzystując internetowe biuro matrymonialne można nieźle zarobić.
Cyrano de Bergerac uwodził piękną Roksanę nie osobiście, ale za pośrednictwem swojego przystojnego kolegi. Podpowiadał mu co mówić, jak się zachowywać. Sterował nim na każdej randce. Roksana zakochując się w przystojniaku tak naprawdę obdarzała uczuciem znacznie brzydszego Cyrano. Tyle bajka. W rzeczywistości jest inaczej. W rzeczywistości przystojniak udający intelektualistę kończy przy kawiarnianym stoliku z naręczem notatek i papierów, pustą głową i kobietą, która ma ochotę wysłać go na inną planetę.
Matt Prager jest terapeutą i scenarzystą z Nowego Jorku. Na tym jego aktywność się nie kończy. Kogo interesują usługi świadczone przez internetowe biuro matrymonialne może też być zainteresowany ofertą Pragera. Bo czterdziestodwuletni nowojorczyk jest współczesnym Cyranem de Bergeraciem. Tyle, że w przeciwieństwie do swojego literackiego odpowiednika Prager zarabia na swojej działalności, a powodzenie próbuje zapewnić swoim klientom.
Na czym to polega? Załóżmy, że klient Pragera odwiedza wirtualne biuro matrymonialne. Ma tam konto, profil. Ma też problem – nie wie jak prowadzić internetową konwersację lub nie ma czasu, żeby się tym zająć. Ponieważ w sieci bardzo łatwo podszyć się pod inną osobę, Prager nie ma problemu ze swoją działalnością. Funkcjonuje jako awatar, uwodząc kobiety w imieniu innych.
- Wykonuję brudną robotę, którą nikt inny się nie zajmuje – opisuje swoją pracę Prager, przepytywany przez dziennikarzy brytyjskiego dziennika The Guardian – Myślę, że ulgą dla moich klientów jest że mogą odciąć się od tego procesu całkowicie – dodaje. Dostają bowiem gotowy produkt, jakim jest randka z wybraną osobą. To nie wszystko. Prager działa również jako randkowy coach. Nakierowuje klientów na odpowiednie zachowania, sprawia że mają większe szanse na sukces w rzeczywistości.
Nowoczesne technologie zmieniają stare historie i dopisują do nich nowe, komercyjne rozdziały. I nie ma w tym niczego dziwnego. W końcu także w życiu każdy korzysta z porad wizażystów, stylistów czy psychologów. Czemu nie miałby tego robić w sieci?